RECENZJE

JAKUB NIKLASIŃSKI

„SPECTRE”, REŻ. SAM MENDES

USA, WIELKA BRYTANIA 2015

Jesienna kinowa rozrywka ma imię i nazwisko. Bond, James Bond. Po raz czwarty w roli Daniel Craig (to bezdyskusyjnie nowa twarz Bonda, i basta!). Na stołku reżyserskim zasiadł (ponownie, po „Skyfall”) Sam Mendes (ten od wybitnego „American Beauty”). Miał świetne farby na palecie, bowiem podkręcona obsada sprawdza się wyśmienicie – kultowy aktor, podwójny laureat Oscara, Christoph Waltz jako czarny charakter, piękna i doświadczona Monica Bellucci jako nie tyle dziewczyna, co kobieta Bonda, a także – po dziesięcioletniej hegemonii Judi Dench (grała nieodżałowaną postać Emmy, jedynej szefowej Bonda, która potrafiła od czasu do czasu wykazać się zrozumieniem dla jego metod), w roli M, szefa brytyjskiego wywiadu, wystąpił Ralph Fiennes. Następnie należało miksturę zaprawić motywem zmagania z odwiecznym bondowskim przeciwnikiem – organizacją SPECTRE o niezliczonych mackach. Dodać po szczypcie akcji w Meksyku, Maroku, Rzymie i w Alpach. Rozpalić w odpowiednich momentach, wstrząsnąć, nie mieszać. Koktajl wybuchowy, rozgrzewający.

„AFERIM!”, REŻ. RADU JUDE

RUMUNIA, FRANCJA, BUŁGARIA, CZECHY 2015

Jude to obecnie jedno z najgorętszych nazwisk kinematografii rumuńskiej. Po tym filmie z całą pewnością jego sława dotrze do szerszych kręgów. Filozoficzny western w czerni i bieli rozgrywający się na Dzikim Wschodzie (Wołoszczyzna, Roku Pańskiego 1835)? Rumuński film drogi? Komedia, która bawi i szokuje? To wszystko i coś jeszcze. Obok równie precyzyjnie i bezczelnie stworzonego świata nie da się przejść obojętnie, a politycznej poprawności nie ma w tym obrazie za grosz. Film ów jest na wskroś taki, jaka była dziewiętnastowieczna mentalność ludzi wschodu – z zabobonami, rasizmem, brakiem idei równości i starotestamentowym okrucieństwem. Reżyser wyciąga na światło dzienne skrywane wstydliwie, niebezpieczne idee, które – jak się niestety okazuje – wciąż drzemią w kulturze Europy gotowe w każdej chwili przerodzić się w koszmar. Radu Jude ubrał to wszystko w nawias komediowo-westernowej konwencji, śmiesząc do rozpuku, ale i tym bardziej skłaniając do refleksji? „Aferim” oznacza po turecku „brawa” lub „dobrą robotę” – tytuł adekwatny do komplementów, na które zasługuje ta fabuła.