MIASTO BAROMETR ZMIAN
MICHAŁ SOBCZYK
Nadejście wiosny można rozpoznać nie tylko po budzącej się do życia przyrodzie. Równie niezawodnym znakiem jest to, że miejskie parki, place, a nawet chodniki stają się areną sportu i rekreacji.
MIASTO BAROMETR ZMIAN
MIASTO BAROMETR ZMIAN
Sporty uprawiane bezpośrednio w przestrzeni miejskiej, zarówno te z długą tradycją, jak i te popularne nad Wisłą od niedawna, od kilku lat przeżywają eksplozję popularności. Do tej pierwszej grupy należy choćby badminton, którego amatorów można coraz częściej spotkać na skwerach i trawnikach, a nawet przed kawiarniami czy w podwórkach kamienic. – Wcześniej próbowałam tenisa, ale był dla mnie zbyt drogi: specjalistyczny sprzęt, wynajęcie kortu, dojazdy – wylicza Daria, która od jesieni studiuje w Krakowie. – Do rekreacyjnej gry w badmintona wystarczą tanie rakietki i lotka, nawet siatka tak naprawdę nie jest niezbędna. Poza tym ten sport nie wymaga dużo siły, w związku z czym także z facetami gra jest przyjemna i wyrównana. Równie demokratyczna jest zośka, która powróciła do łask po latach zapomnienia. – Zośka jest sportem, uprawianym przez profesjonalnych zawodników, ale także świetnym sposobem na to, żeby zacząć się ruszać. W dowolnym miejscu można wyciągnąć z kieszeni małą piłeczkę, która kosztuje 15 zł, i zacząć podbijać ją nogami, stopniowo ucząc się różnych trików. To doskonały trening równowagi i kontroli nad ciałem oraz fantastyczna gra dla 2–6 osób, do której nie trzeba żadnego boiska – zachęca Michał Róg, animator miejskich sportów w Krakowie, założyciel i właściciel poświęconego im sklepu BC24. Jeśli komuś znudzi się ta swojska rozrywka, zawsze może przerzucić się na bardziej hipsterską kendamę, czyli drewniany młotek ze szpikulcem służący do podbijania kulki z dziurką. Ta niepozorna japońska zabawka również umożliwia wykonywanie niezliczonej ilości sztuczek, a nawet akrobacji. Miasto kołem się toczy Rosną także szeregi fanów hulajnogi, choć jeszcze niedawno jazda na niej była uważana za zabawę dla dzieci. Nadal daleko jej do popularności roweru, ale ulice polskich miast stopniowo oswajają się z widokiem osób poruszających się tym środkiem transportu. Użytkownicy solidnych miejskich hulajnóg z pompowanymi kółkami, np. produkowanych przez niewielkie polskie manufaktury pod markami Hulam i Hoolay, zapewniają, że są one idealnym sposobem przemieszczania się po mieście na krótkich i średnich dystansach, a jednocześnie zbawienną dla zdrowia i samopoczucia codzienną dawką aktywności fizycznej.
Jednak miejskim sportem, który najszybciej podbija kolejne serca, jest deskorolka. Duże znaczenie miało tutaj rozpropagowanie jej odmiany zwanej longboardem, którego deska jest dłuższa i stabilniejsza, co w połączeniu z większymi, miękkimi kółkami bardzo ułatwia jazdę, zwłaszcza po nierównym terenie. W efekcie deskorolki, kojarzone głównie z ewolucjami wymagającymi dużej sprawnościi grożącymi kontuzjami, dołączyły do grona miejskich środków transportu. Michał Róg dodaje, że modę na longboard ostatnio przyćmiło szaleństwo na punkcie małych, kolorowych, plastikowych desek, czyli fishboardów, idealnych do szybkiego przemieszczania się po betonowej dżungli. – Zdarza się, że całe klasy szkół gimnazjalnych czy podstawowych zaczynają jeździć na fiszkach. Atrakcyjność tego sportu dodatkowo podnosi coraz większa liczba organizowanych wokół niego konkursów, zajęć itd. – przekonuje. Dowodem na renesans deskorolki jest także powstawanie w polskich miastach kolejnych firm produkujących sprzęt. Na rosnącym rynku deskorolkowym znalazło się nawet miejsce na BoardThing – krakowską inicjatywę skupującą zużyte deski i przerabiającą je m.in. na recyklingową biżuterię. Michał Róg, który od lat obserwuje rozwój miejskich sportów w Krakowie, zapewnia, że szybko zyskują one miłośników nie tylko wśród młodzieży. – Widok trzydziestokilkulatka, który nie wstydzi się przyjść do sklepu i zapytać o deskorolkę dla siebie, nie jest już rzadkością. Coraz mniej rzeczy wypada robić np. tylko do dwudziestki. Poproszony o wskazanie miejskich aktywności, które w ostatnim czasie szczególnie przypadły do gustu mieszkańcom dawnej stolicy Polski, poza deskorolką wskazuje na frisbee i slackline. Pierwszy z wymienionych sportów przestaje się kojarzyć wyłącznie z niezbyt dynamiczną, weekendową zabawą dla rodzin z małymi dziećmi i psami. Krakowianie umawiają się w parkach na regularne treningi, rozgrywają mecze, traktują swoje hobby bardzo profesjonalnie. Podobny zapał towarzyszy entuzjastom slackline, czyli chodzenia po taśmie, którzy pod gołym niebem wspólnie uczą się łapania równowagi, a z czasem także efektownych trików.
MIASTO BAROMETR ZMIAN
Pierwszy krok Wiele osób od próbowania miejskich sportów powstrzymują wątpliwości, które można streścić w pytaniu: czy to na pewno dla mnie? Mało kto jest gotowy wydać kilkaset złotych na deskę bez pewności, że będzie potrafił na niej jeździć oraz że będzie mu to sprawiało przyjemność. Jest na to prosty sposób: w większych miastach fani poszczególnych dyscyplin przeważnie spotykają się w stałych miejscach, o których informacje zwykle można znaleźć w mediach społecznościowych. A jeśli nie, to wycieczka w pogodny dzień na Błonia czy do parku Jordana – lub do lokalnego odpowiednika tych popularnych krakowskich miejsc rekreacji – daje niemal pewność, że spotkamy tam fanatyka aktywności, która chodzi nam po głowie. Wystarczy zdobyć się na odwagę i zagadać, a prośba o nauczenie podstaw danego sportu raczej nie pozostanie bez życzliwej odpowiedzi. Podobną pomoc oferują sklepy takie jak BC24, będące ponadto punktami informacji o wspomnianych miejscach spotkań czy szkółkach deskorolkowych. Michał Róg podpowiada, że komfortowym sposobem na „przymierzenie się” do longboardu czy slackline jest skorzystanie z prowadzonej przez niego, przysklepowej wypożyczalni. Zgodnie ze współczesnymi trendami – widocznymi szczególnie wśród przedstawicieli najmłodszych pokoleń – posiadanie niekoniecznie zapewnia wysoki status społeczny i szacunek wśród znajomych. Za to umiejętność zbierania doświadczeń i ekologiczne postawy są coraz bardziej w cenie, także w światku sportów miejskich. Projektanci współczesnych miast coraz częściej zapewniają ze środków publicznych przestrzeń oraz infrastrukturę ułatwiającą uprawianie miejskich sportów, czekając wyłącznie na… aktywność mieszkańców głodnych ruchu.