TRAFFIC

Historia Lyonu sięga 43 roku przed Chrystusem, kiedy to Rzymianie założyli na wzgórzu nieopodal zbiegu dwóch rzek miasto Lugdunum. Miasto to w różnych wiekach zmieniało swoich właścicieli: należało do Rzymian, Burgundów, Franków i cesarstwa niemieckiego, by z początkiem XIV wieku znaleźć się na stałe w granicach Francji. W najstarszym mateczniku miasta Forum Vertus, czyli wzgórzu La Fourvière znajdują się fragmenty starożytnego miasta: rzymskiego teatru z zachowaną oryginalną maszyną do unoszenia kurtyny, odeonu, term czy arkad akweduktu.

WIDOK NA MONT BLANC

Tuż obok znajdują się budowle bardziej współczesne: bazylika Notre Dame de Fourvière zbudowana w latach 1872–1896 jako wyraz wdzięczności mieszkańców za oszczędzenie im okropieństw wojny z Prusami (niektórzy mieszkańcy określają ją złośliwie jako słonia leżą

cego do góry nogami) oraz mniejsza siostra wieży Eiffla – Tour Metallique, z której można podziwiać pobliskie Alpy z wiecznie ośnieżonym szczytem Mont Blanc.
U stóp wzgórza rozciąga się Vieux Lyon: największa renesansowa starówka we Francji i dru­ga po weneckiej w Europie, od 1998 roku figurująca w całości na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Stary Lyon zaskakuje niezwykłym nagromadzeniem zabytków. Szczególną uwagę zwraca na siebie katedra św. Jana Chrzciciela z XIV-wiecznym zegarem astronomicznym, który, pomimo ówczesnego przekonania astronomów, że to słońce krąży wokół ziemi – wskazuje precyzyjną godzinę. Obo­wią­zkowym punktem na mapie zwiedzania jest Dom Tkaczy (Maison des Canuts), klasycystyczny zbór protestancki (La Temple) przy Place du Change oraz… kilkaset zabytkowych kamieniczek, pereł architektury późnogotyckiej, włoskiego renesansu i zdradzających wyraźny wpływ zbliżającego się klasycyzmu.

STOLICA JEDWABIU

Usytuowane przy wąskich krętych uliczkach kamienice urozmaicają liczne malownicze zaułki, przepiękne dziedzińce oraz sekretne przejścia, korytarze i schodki, czyli tzw. traboules. Kiedyś skracały drogę tkaczom przenoszącym ciężkie bele tkaniny, ale też osłaniały cenny jedwab przed deszczem i słońcem. Dziś te intrygujące labirynty są głównie turystyczną atrakcją, choć jeszcze w nie tak dawnych czasach z powodzeniem chroniły uczestników francuskiego ruchu oporu, do których należał m.in. Saint-Exupéry, autor „Małego Księcia”, dziś także patron lyońskiego lotniska. W mieście jest ponad 300 traboules, najwięcej w dzielnicy

La Croix-Rousse. W przeszłości była to dzielnica robotnicza, dziś słynie z licznych kawiarenek i knajp. Wielką atrakcją turystyczną tego miejsca są zachowane do dziś ruiny Amfiteatru Trzech Galów (Amphithéâtre des Trois Gaules), w którym zabijano pierwszych chrześcijan.
Lyon od samego początku znajdował się na skrzyżowaniu szlaków handlowych prowadzących z Akwitanii, Nadrenii czy znad Morza Śródziemnego, co znakomicie wpływało na rozwój przemysłu, szczególnie włókienniczego. Od 1540 roku Lyon uzyskał monopol na handel jedwabiem, co przyczyniło się do niezwykłego rozwoju warsztatów tkackich. Na początku XVIII wieku w centrum i na przedmieściach znajdowało się ich około 7,5 tys., a pracowało w nich blisko 58 tys. ludzi. To właśnie do lyońskich tkaczy jeździli polscy szlachcice po bogato zdobione pasy do kontuszy. Nie powinien też dziwić fakt, że w czasach bardziej nam współczesnych jednym z miast partnerskich Lyonu jest Łódź: kilkadziesiąt lat temu imperium przemysłu włókienniczego w Europie Wschodniej. Ale to niejedyny wspólny mianownik: innym jest kino.WYJŚCIE ROBOTNIKÓWPierwszy film w historii kina nakręcili w Lyonie bracia Lumiere. Warto odwiedzić instytut ich imienia. To właśnie w Lyonie bracia Lumière zbudowali swój kinematograf i nakręcili pierwszy film, i gdyby nie oni, to pewnie dziś nikt by nie usłyszał o Łódzkiej Szkole Filmowej.
Choć w dawnej stolicy jedwabiu żyje dziś może dziesiątka prawdziwych rzemieślników, są jeszcze w Lyonie adresy, gdzie można dostać najlepszej jakości jedwabne wyroby. Najsłynniejszym produktem, który wyszedł spod ręki tkacza, nie jest jednak damski czy męski strój, ale Guignol, jedna z najważniejszych postaci francuskiego teatru lalek. Stworzył ją na początku XIX wieku Laurent Mourguet, lyoński tkacz, który utraciwszy zawód w wyniku rewolucji francuskiej, najpierw parał się handlem, później wyrywaniem zębów. Trudno powiedzieć, jak mu szła ta robota, ale faktem jest, że aby zagłuszyć krzyki swoich pacjentów i przyciągać do siebie wciąż nowych klientów, zabawiał tłum swoimi pacynkami, dobierając repertuar wedle swego poczucia humoru i wydarzeń z danego dnia.

LYOŃSKIE FRESKI

Francuskie miasto, budowane niegdyś w części przez włoskich architektów, od ponad dwóch dekad zdobione jest ogromnymi muralami. Włodarze miasta uznali, że jest to świetna metoda na rozwiązanie problemu brzydoty pustych ścian, mało ciekawych skrzyżowań, placyków czy opuszczonych uliczek. Metoda malowania, dzięki iluzorycznej perspektywie przedstawiania przestrzeni, architektury czy krajobrazu, czyli techniki trompe-l’oeil (oszukiwanie oka), sprawiła, że freski te stały się trwałym elementem dekoracji miasta. Są one czasem tak genialnie opracowane, iż stojąc na ulicy i wpatrując się w nie bardzo uważnie, z trudem można rozróżnić, co jest malarską fikcją, a co integralną częścią budynku. Taka jest właśnie wymalowana na ogromnej ścianie podręczna „biblioteka”, która wyłania się nagle zza zakrętu i wprowadza turystę w magiczny świat wyobraźni.

Stolica francuskiej gastronomii

Kiedy tak spacerujemy po dzielnicach dawnego miasta, przyglądając się placowi Terreaux, na którym niegdyś stała szubienica (dziś znajduje się tam bogato rzeźbiona fontanna Bartholdiego) czy pełnemu przepychu pałacowi św. Piotra (dziś mieści się tu Muzeum Sztuk Pięknych zwane Małym Luwrem), z pewnością zgłodniejemy. I właśnie w takim momencie docenimy fakt, że znajdujemy się w tym, a nie innym mieście. Wiedzieć bowiem trzeba, że Lyon uważany jest za kulinarną stolicę Europy. O ile, żeby zobaczyć Francję, wystarczy wybrać się do Paryża, tak żeby jej skosztować – trzeba koniecznie pojechać do Lyonu.

To właśnie tu narodził się zwyczaj spożywania obiadów i kolacji poza domem. Współczesna restauracja stanowi kolejny owoc rewolucji francuskiej. W miarę jak spadały szlacheckie głowy, część kucharek pracujących w domach tytułowanych rodzin znalazła się bez źródła utrzymania i decydowała się na karmienie za opłatą bogacących się mieszczan. Kucharki te posiadały umiejętność wykwintnego gotowania, a smaki, jakimi darzyły przez wieki szlachetne podniebienia, z czasem odkryły także przed wygłodniałą klasą robotniczą. Pierwsze lyońskie restauracje nazwano „bouchons”, co wiąże się z tradycją wywieszania przy drzwiach restauracji drobnych bukiecików suchych gałązek, znaku, że tu można dobrze i tanio zjeść. To właśnie w nich pierwsze właścicielki lokali, zwane w tradycji restauratorskiej mères lyonnaises przestrzegały rygoru serwowania, jak i umiejętności kombinowania wyrafinowanych potraw oraz dobierania odpowiednich trunków. Z czasem ten rytuał przeistoczył się w obowiązujący kodeks kelnerski i przestrzega go każdy szanujący się szef kuchni. O tym, co można w Lyonie zjeść, niejedna powstała już książka. Dość wspomnieć, że jest tam ponad 1800 restauracji, co oznacza, że jedna przypada na niespełna 300 mieszkańców! Jesteście głodni? Lećcie do Lyonu!